niedziela, 23 grudnia 2012

Rozdział pierwszy.

- I co? Wyspałeś się w cudzym łóżku? - Schuyler krzyknęła i energicznie wskoczyła na łóżko, zaczynając poduszkowy atak na zaprzyjaźnionego chłopaka smacznie śniącego w łóżku dziewczyny. Pod każdym uderzeniem miękkiej poduszki obitej śnieżnobiałym materiałem niezrozumiale bełkotał coś pod nosem i usiłował skryć się, naciągając na głowę kołdrę. Kruchej budowy osiemnastolatka pisnęła, gdy złapał ją w talii i usadził ją sobie na kolanach, podpierając się podbródkiem o jej ramię.
- Przynajmniej mamy kilka wersów piosenki. - Szepnął sennie, mrużąc oczy. Posadził ją obok siebie i uśmiechnął się szeroko, co wywołało identyczny uśmiech na obliczu jego przyjaciółki.
- Mieliśmy ją zacząć i skończyć jednej nocy. Nie spisuję się jako inspiracja, zasypiając ci w pewnym momencie na ramieniu. - Schy przewróciła oczami, podciągając kolana pod podbródek. Wbiła w niego swoje modre tęczówki, marszcząc nieznacznie nos. - A ty, zdaje się, że miałeś wyjść tylnym wejściem, od ogrodu, jakbym ci zasnęła. Wiesz, przed południem wracają moi rodzice, nie wiem czy byłoby im do śmiechu widząc ich córkę z jej najlepszym przyjacielem w łóżku.
- W sumie to dalej nie czuję obojczyka. - William przeczesał włosy długimi palcami, kpiąco się uśmiechając. - Ogarnąłem nawet kuchnię po naszych wczorajszych wyczynach kulinarnych. Co jak co, ale myślałem że potrafimy zrobić czekoladowe ciasteczka, bez zabrudzenia połowy domu... Chciałem wyjść, naprawdę. - Tutaj chłopak pokiwał głową. - W drzwiach minąłem się z twoją siostrą, chyba przesadziła z alkoholem, jak zwykle zresztą. Pomogłem jej doczołgać się do kanapy i zaraz zapomniałem że miałem iść do domu. - Ciemny blondyn zaczął się śmiać, widząc pojawiający się grymas na twarzy Schy. - Zejdźmy, sama ocenisz jej stan. - Zaproponował, bawiąc się kosmykiem jej włosów.
Schuyler kiwnęła głową i wstała z łóżka. Złapała leżącą u stóp łóżka ciemnozieloną, obszerną bluzę i wciągnęła ją przez głowę na służące za piżamę szare szorty i spraną, czarną koszulkę, którą mimo jej wad lubiła. Razem z przyjacielem wyszła ze swojego pokoju i z lekkością spłynęła po schodach na dół. Cicho skwitowała niezadowolonym mruknięciem widok, który jako pierwszy rzucił się w jej oczy. Była to Alea, śpiąca na kanapie. W dziwnej pozycji poniekąd. Długa noga jej siostry bezwładnie zwisała z łóżka, podobnie jak ręka. Położyła palec na ustach, gestem pokazując Willowi, że ma się zamknąć na jakiś czas. Zakradając się na palcach do kanapy, krzywiła się, czując zimno bijące od podłogi. Wreszcie usiadła obok swojej siostry, której przyjrzała się wyraźnie, marszcząc nieco czoło. Kątem oka zerknęła na Williama, jak usadawiał się na fotelu obok, wymownie kręcąc głową i delikatnie wzięła w dłoń kosmyk włosów siostry. Skrzywiła się, bowiem był cały sklejony i twardy niczym skała.
- Cześć głupku! - Krzyknęła w pewnym momencie i roześmiała się, widząc reakcję siostry która nagle wybudzona podskoczyła na kanapie. Otworzyła lekko oczy i przejechała dłonią po swojej twarzy. Szepnęła coś niezbyt zrozumiałego dla Schy i schowała twarz w poduszce, wydając z siebie jakiś bliżej niezidentyfikowany dźwięk, stłumiony przez materiał. Po chwili jednak usiadła i przeciągnęła się.
Schuyler i Willa cofnęło, gdy poczuli nagłą falę zapachu wietrzejącego alkoholu, która wybiła w jej kierunku.
Alea spojrzała na nich pytająco.
- Cuchnę? - Jej usta złożyły się w prostą, bladą kreskę, nie wyginającą się w żadną stronę.
- Cholernie.
Dziewczyna westchnęła i podciągnęła pod nos materiał czarnej koszulki. Wzdrygnęła się i poderwała się z kanapy, nieco chwiejąc się przez brak równowagi. Wolnym krokiem udała się do łazienki, znikając za drzwiami. Usłyszeli zaraz wiązankę przekleństw, płynącą z ust Alei, skierowaną ku swojemu odbiciu w lustrze.
 Razem z przyjacielem parsknęli głośnym śmiechem i w tym samym czasie złapali za pilota, leżącego na stoliku przy kanapie.
- Mój. - Schy zgrzytnęła śnieżnobiałymi zębami, groźnie spoglądając na Williama, który zareagował na jej minę głośnym śmiechem. Jego siła, pozwalała na to, aby z łatwością wysunąć pilot z jej drobnej rączki, jednak nie uczynił tego, a grzecznie oparł się o oparcie, wpatrując się w przeskakujące kanały wyświetlające się na ekranie. Sięgnął po pudełko płycie z idiotyczną komedią, którą wczoraj oglądali i zaczął ją sobie obracać w dłoniach, wpatrzony beznamiętnie w ekran.


Drzwi łazienki skrzypnęły, a z nich wyłoniła się owinięta w ręcznik Alea. Jej włosy ociekały kropelkami wody. Rozmazany, mało subtelny makijaż w gamie ciemnych kolorów, zmienił się w nieskazitelną, mleczną taflę, która promieniała szerokim uśmiechem.
- Ubierz się ponęcie. - Podsumował ciemny blondyn przekrzywiając głowę.
- Yhm, idę do siebie. - Alea oschle się uśmiechnęła, przewracając teatralnie oczami i ruszyła w kierunku schodów.
Schuyler szturchnęła przyjaciela i wydęła usta w podkówkę skierowaną w dół.
- A ty Schy nie zachwycasz takimi widokami, a w sumie mogłabyś. - Podsumował ściągając wargi ściśle do siebie.
- Idiota. - Dziewczyna złapała poduszkę leżącą obok i rzuciła nią w chłopaka. Poderwała się z kanapy i przeszła do kuchennego blatu, na którym usiadła, zakładając długie nogi jedna na drugą. Obserwowała Aleę wchodzącą po schodach, zostawiającą po sobie krople wody na drewnianych stopniach. Zerknąwszy na ekran kuchenki z podaną godziną postanowiła że pora zacząć sprzątać. Rodzice mieli wrócić o 12, a było za piętnaście. Zaczęła chować zbędne rzeczy do szafek i szorować blat, o którym zapewne jej przyjaciel zapomniał. Spojrzała na niego, siedzącego dalej przed telewizorem od kilkunastu minut i cmoknęła z niezadowoleniem, wpatrując się w kalendarz. Przeraziła się, widząc dzisiejszą datę. Wczorajszą również.
Jak mogła zapomnieć o urodzinach własnej siostry? Przegryzła nerwowo wargę, trzymając się za skronie. Było dzień po, teraz nie miała wątpliwości, dlaczego Alea wyszła bez słowa po prostu ostro zabawić się w jakimś klubie, korzystając z nieobecności rodziców.
- William, chodź tu. Szybko. - Szepnęła, pokazując się w szerokim przejściu z kuchni do salonu.
Gdy znalazł się obok niej, pociągnęła go do lodówki, na której drzwiach wisiał kalendarz.
- Widzisz to? - Warknęła, przestępując z nogi na nogę.
- Co niby? - Chłopak tępo wpatrywał się w cyferki na kalendarzu ze zmarszczonymi brwiami.
- Zapomniałam o jej urodzinach. - Schy skinęła głową na sufit, nad którym znajdował się pokój jej siostry.
- Niezła siostra z ciebie. - Skwitował z głupim uśmiechem na twarzy. - Módl się, aby zadowoliły ją nasze wczorajsze spalone ciasteczka.
- To nieśmieszne. - Schuyler mimowolnie się zaśmiała.
- To znaczy? Może i mnie rozśmieszy? - Odezwał się szorstko głos za nimi. Szatynka nagle zamilkła i odwróciła się za siebie. Ujrzała siedzącą na krześle przy małej wysepce kuchennej siostrę. Zupełne przeciwieństwo tego, co widziała kilkanaście minut wcześniej. Długie, już suche, bardzo jasne włosy, podchodzące pod biel, puszczone były po ramionach, uroczo falując na końcówkach. Oczy były mocno podkreślone eyelinerem, a usta pociągnięte szminką w bardzo subtelnym odcieniu czerwieni. Istota miała na sobie szkolny mundurek, w którym miała więzić się jeszcze miesiąc, do rozdania dyplomów ukończenia liceum.
Schy zrzedła mina, tak jak i wysokiemu chłopakowi obok niej. Domyślali się, skąd ta ironia w jej głosie.
- Poczęstujesz się? - Ku zdziwieniu dziewczyny, Will z przyjaznym uśmiechem, objawiającym optymistyczne emocje wysunął w jej stronę paczkę papierosów.
- Chętnie. - Alea szczupłymi palcami wysunęła z paczki papierosa i zapaliła go zapalniczką leżącą tuż obok niej na blacie. Podała ją Willowi, który zwinnie zapalił papierosa i zaciągnął się dymem.
- Moglibyście chociaż robić to przy oknie? - Szepnęła Schuyler błagalnym tonem. - Nawet wam je otworzę! - Złapała za klamkę i szeroko otworzyła okno nad zlewem. Popchnęła dwójkę lekko w kierunku parapetu kręcąc z niezadowolenia głową. - Jak rodzice wyczują tutaj papierosy, to chyba nas ukrzyżują.
- Aż tacy cięci są na nie? - William przegryzł wargę ze współczuciem patrząc na przyjaciółkę.
- Wręcz nie tolerują ich w domu. - Starsza siostra Alei westchnęła, ścierając różową szmatką zaciek na szybie piekarnika. - Nie tolerują również bałaganu w kuchni. - Dodała stanowczo, znacząco przełykając ślinę.
- Przecież kuchnia lśni bardziej, niż przed ich wyjazdem. Nie jesteś w stanie sobie wyobrazić, w jakim stanie była tej nocy. - Przyjaciel Schuyler roześmiał się pod nosem, co nieco uspokoiło dziewczynę.
- Zbieram się. - Przerwała im Alea i podniosła skórzaną torbę leżącą pod krzesłem. Założyła ją na ramię, nalewając sobie do szklanki wody mineralnej. Zawartość naczynia wypiła jednym haustem i sięgnęła po paczkę papierosów należącą do przyjaciela jej siostry, udającego że tego nie zauważył i ruszyła ku wyjściu.
- Stój. - krzyknęła za nią Schy i podbiegła do niej. - Zapomniałam że masz szkołę, wybacz. - Zmarszczyła nos, przyglądając się młodszej siostrze. - Mogłam cię wcześniej obudzić czy coś. Jesteś przeze mnie spóźniona. - Westchnęła, poprawiając jej krawat wsunięty pod dekolt granatowego sweterka, założony na prostą koszulę, będącą częścią obowiązkowego mundurka w jej szkole. Zacisnęła go mocniej, po czym przytuliła ją mocno.
- Faktycznie, zapomniałaś. - Alea położyła nacisk na drugie słowo które padło z jej ust. W tym samym momencie mocno wbiła palce w ramię starszej siostry, która rozumiała skrytą aluzję. - Nie martw się, mam jeszcze godzinę, im szybciej od was wyjdę tym lepiej. Dla was i dla mnie. - Wymówiła szorstko, lekko odpychając od siebie Schy. Poluzowała krawat ściśnięty przez siostrę, wbijając w nią paraliżujące swoim chłodem spojrzenie. - Jak rodzice wrócą, powiedz że nie wracam do domu od razu po lekcjach. - W tym momencie odwróciła się na pięcie i wyszła z domu, trzaskając drzwiami.

czwartek, 20 grudnia 2012